Dzień Świętej Łucji

W całkowitej ciemności słychać jedynie rozgorączkowane, niecierpliwe szepty. Milkną nagle, gdy zza ściany, z korytarza dochodzi odległy dźwięk chóralnego śpiewu. Melodia narasta, napięcie rośnie, a do sali wkracza wreszcie ona – biało odziana, z wiankiem płonących świec na głowie. Za nią pojawiają się kolejne jasne postaci, a pieśń nabiera wreszcie mocy i łatwo dają się wychwycić słowa:

Święta Łucjo, świetliste zjawisko,
Daj nam w zimową noc blask twego piękna…

Kto choć raz miał okazję wziąć udział w obchodach szwedzkiego Dnia Świętej Łucji, musi przyznać, że to przeżycie niezwykłe. W domu, szkole, miejscu pracy, kościele czy w holu miejskiego ratusza – pochód świętołucjowy jest zawsze wzruszający, niesie bowiem nie tylko piękną muzykę, ale przede wszystkim nadzieję na powrót jasnych dni i nowinę o zbliżającym się Bożym Narodzeniu.

Co roku, przed 13 grudnia, szwedzkie miejscowości, parafie czy szkoły ogłaszają wybory na Łucję. Dziewczęta nierzadko prezentują się w lokalnych mediach, a zwyciężczyni – koniecznie obdarzona pięknym głosem – prowadzi pochód (luciatåg) w dniu uroczystości. Wyróżnia ją świetlisty wianek oraz czerwona wstążka na białym stroju. Jej towarzyszki (tärnor), odziane całkiem biało, niosą świece w rękach, a na głowach mają zwykłe wianki, zielone lub srebrne. Biorących udział w pochodzie chłopców (stjärngossar) charakteryzują gwiazdy, widniejące na ich czapkach lub w dłoniach. W przedszkolach bywa, że wszystkie dziewczynki są Łucjami, a dzieci przebrane mogą być również za krasnale i piernikowe ludki. Powszechnie znane pieśni nie tylko chwalą świętą, zdolną przepędzić mroki najdłuższej nocy, ale i opowiadają o zimie, Bożym Narodzeniu, a nawet o świętym Szczepanie.

Skąd wzięła się ta piękna tradycja i co wspólnego ma z prawdziwą świętą Łucją z Syrakuz, męczennicą z czasów cesarza Dioklecjana? 13 grudnia, tradycyjnie najdłuższa noc w roku (tylko tradycyjnie, gdyż po zmianie kalendarza z juliańskiego na gregoriański przesilenie ma miejsce tydzień później), jeszcze w czasach przedchrześcijańskich uznawana była za szczególnie niebezpieczną – w ciemnościach bowiem czyhać zwykły złe moce. Pierwotne obrzędy, mające na celu przywrócenie światu blasku słońca, zostały zgrabnie połączone ze wspominaniem świętej Łucji, które przypada właśnie tego dnia. Imię Lucia pochodzi od słowa „światło” – po łacinie: lux, lucis, a po szwedzku: ljus. Tradycja ewoluowała, by w XIX wieku przybrać formę śpiewających pochodów niosących światło. Obrzędy chętnie przejęły sąsiadujące ze Szwecją kraje. W Danii święto zaczęto oficjalnie obchodzić w czasie drugiej wojny światowej, kiedy prośba o odegnanie ciemności miała wyrażać sprzeciw wobec nazistowskiej okupacji.

Dziś większość Szwedów bierze udział w obchodach przygotowywanych przez dzieci i wnuki w szkołach czy przedszkolach lub też organizowanych przez władze miast w miejscach publicznych. W domach i miejscach pracy pojawiają się pachnące, szafranowe bułeczki z rodzynkami (lussekatter) oraz grzane wino z przyprawami (glögg). Każde święto jest bowiem okazją do odpoczynku i rozmowy. I choć szczegóły wciąż się zmieniają, bo Łucja coraz częściej ma wianek zasilany bateriami, a zostać nią mogą w ostatnich latach także chłopcy, istota tego pięknego dnia pozostaje niezmienna. Jest to pierwszy, wyczekiwany, magiczny moment, w którym budzą się już dźwięki i zapachy Bożego Narodzenia.

Maja Pawlicka-Goryl, lektorka języka szwedzkiego